2010-08-06 Roatan, Honduras
Bilety powrotne kupione!

2010-08-04 Antigua, Gwatemala
Tourist hell

2010-08-02 Chichicastenango, Guatemala
Gringotenango



2010-02-25, Darwin, Australia
Pora deszczowa

Pada co noc. I do tego kilka razy dziennie. Pada ciężkimi, potężnymi kroplami, grzmi i błyska.

Z Darwin, które opuściliśmy pod koniec października, zostało niewiele. Suchy i kłujący busz zamienił się w gęstą, soczystą trawę. Kikuty drzew to teraz bujne pióropusze palm, tak nasiąknięte wodą, że jestem pewna, że możnaby je wykręcać. Otaczają nas wszystkie możliwe odcienie zieleni – żywej i tak intensywnej, że prawie się skrapla.

Jest gorąco ale nie jest słonecznie, tak jak było do tej pory. Niebo jest przez cały czas zasnute gęstymi chmurami, które wiszą tak nisko, że przyprawiają mnie o zawroty głowy.

Za to jest duszno. Znacie to uczucie, kiedy można nabrać w płuca chłodnego, rześkiego powietrza? Nabrać go aż do samego dna płuc? No to tego właśnie nie można tutaj zrobić. Możliwy jest tylko płytki wdech, powietrze przykleja się do gardła, lepi się i grzęźnie, nie przynosząc ulgi. Wszędzie czuć wilgoć – pranie nie schnie, wilgotne ubrania przyklejają się do wilgotnego ciała, drażnią i ocierają.

Pierwszy wieczór w Darwin spędzam z workiem lodu na czole, jest mi niedobrze, ruchy mam ciężkie i powolne – źle znoszę tę wilgotność. Michał za to ma się wyśmienicie, zadowolony, że może zobaczyć Darwin w porze deszczowej.

Mieszkamy w tej samej dzielnicy co poprzednio, wynajmujemy pokój w uroczym domu otoczonym palmami. Mamy trzy psy i... samochód! Tak! Para, która wynajmowała pokój przed nami musiała z dnia na dzień opuścić Australię, zostawili więc pod domem auto. Gruchot straszny ale za 30 dolarów jest zatankowany do pełna, no i nie mokniemy w drodze do pracy:)

Ludzie na ulicy nas poznają, pan w bibliotece mówi że dawno mnie nie było, a my prosto do pracy. Dwa miesiące... 
A potem druga półkula!